poniedziałek, 18 marca 2019

Darmowe wiosenne plakaty do wydruku

Darmowe wiosenne plakaty do wydruku
Wiosna zbliża się wielkimi krokami, więc to idealny moment, żeby powitać ją również w domu. Co mam na myśli? Wiosenne dekoracje! Jesienią w moim mieszkaniu pojawiają się dynie i wrzosy, zimą świąteczne ozdoby, a wiosną? Wiosną oczywiście duuużo kwiatów, zarówno tych doniczkowych, jak i ciętych, ale też plakaty z wiosennymi motywami. Przeważnie są to obrazki, uwaga, uwaga, kwiatów, ale w tym roku udało mi się też znaleźć między innymi przepiękny plakat z wiosennym króliczkiem. A że postery te można pobrać zupełnie za darmo i wydrukować sobie w domu, to pomyślałam, że może ktoś z Was też będzie chciał skorzystać. Darmowych plakatów do druku szukam zawsze na Pintereście pod hasłem "free printable". Po kliknięciu na zdjęcia zostaniemy przekierowani na blogi, z których takie obrazki możemy pobrać. Enjoy!



Poster 1

Poster 2


Poster 4





wtorek, 5 marca 2019

Tiramisù bez cukru

Tiramisù bez cukru
Kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że nie powinnam jeść cukru i białej mąki (szczegóły znajdziecie TUTAJ), co było prawdziwym ciosem w serce, bo nie ma chyba większego łasucha niż ja (pamiętajcie, nigdy nie ufajcie osobom, które mówią, że nie lubią słodyczy! ;)). Nie wiem, czy początkowo cierpiałam bardziej z powodu pizzy i pasty, czy z powodu gelato, brioche, czekolady i innych deserów. Szybko okazało się jednak, że zarówno pizza, jak i makaron pełnoziarnisty są równie pyszne, jak te z mąki 00, natomiast znalezienie słodkości bez dodatku białej mąki i białego cukru, to nie lada wyzwanie. Zaczęłam więc kombinować sama ze zdrowymi słodkościami, a cukier wymieniłam na erytrytol, który ma zerowy indeks glikemiczny. Kombinowałam, kombinowałam, aż wpadłam na pomysł: a gdyby tak przygotować zdrowszą wersję tiramisù? Tylko czym by tu zastąpić savoiardi, biszkopty hojnie obsypane cukrem? Z pomocą jak zwykle przyszedł wujek Google i podpowiedział: użyj sucharków pełnoziarnistych. Przyznam, że miałam mieszane uczucia, no bo jak to, sucharki zamiast ciastek? Okazało się jednak, że pełnoziarnista, bezcukrowa wersja tiramisu jest naprawdę pyszna, więc jeśli staracie się ograniczać cukier, to bardzo, ale to bardzo Wam ją polecam.


Składniki na 4-6 porcji:

- 100 gramów sucharków pełnoziarnistych
- 2 małe jajka
- 170 gramów mascarpone
- 30 gramów erytrytolu (+ 1-2 łyżeczki do posłodzenia kawy)
- 100 ml espresso
- kakao

1. Parzymy espresso. Przelewamy do miseczki, słodzimy erytrytolem według uznania i odstawiamy do ostygnięcia.

2. Białka oddzielamy od żółtek (jajka najlepiej jest wcześniej sparzyć, żeby uniknąć salmonelli). Do miski z białkami dodajemy połowę erytrytolu i ubijamy na sztywno.

3. W oddzielnej misce ucieramy mikserem żółtka z resztą erytrytolu. Kiedy masa zrobi się jasna i puszysta, stopniowo dodajemy mascarpone.

4. Do miski z żółtkami i mascarpone dodajemy ubite białka i lekko mieszamy.

5. Dno naczynia smarujemy 2-3 łyżkami kremu. Następnie zanurzamy sucharki w kawie i układamy na kremowej warstwie. Powtarzamy czynność raz lub dwa, w zależności od wielkości naczynia. Całość posypujemy kakao i wstawiamy do lodówki na kilka godzin. Teraz możemy już wcinać. Smacznego!





P.S. Jeśli lubicie włoskie klimaty, zapraszam serdecznie do śledzenia mnie na FACEBOOKU lub Instagramie.

piątek, 1 marca 2019

Spring bucket list, czyli lista wiosennych przyjemności

Spring bucket list, czyli lista wiosennych przyjemności
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty! Chociaż marzec dopiero się zaczął, wiosna w Mediolanie rozgościła się już na dobre. Temperatura nas rozpieszcza, w parkach kwitną stokrotki, robi się zielono i jakoś tak wszystko chce się bardziej. W takie dni jak dziś, moja ogromna miłość do jesieni zostaje wystawiona na próbę i już sama nie wiem, co daje mi więcej radości – wrzesień i początek jesieni, czy marzec i początek wiosny? Zamiast jednak robić głębsze analizy, po prostu założę, że obie pory roku kocham tam samo i tak jak starałam się korzystać z jesieni w 100%, tak też mam zamiar wykorzystać w pełni wiosnę.


A żeby to zrobić, przygotowałam kolejną bucket list, tym razem w wersji wiosennej. Może takie listy wydają Wam się śmieszne, może powiecie - gdzie znaleźć na to czas? Moim zdaniem na małe przyjemności zawsze znajdzie (a przynajmniej powinna znaleźć) się chociaż chwilka. Lista nie musi być długa, może będą to chociaż 3 małe rzeczy, jak godzina z książką w parku, wybranie się na długi spacer albo kupienie roślinki na balkon? To jak, przygotujecie ze mną Wasze bucket list? A może już takie listy macie? Pochwalcie się! Tymczasem wrzucam swoją listę, a nuż kogoś zainspiruje. Cudownej wiosny!


  1. Poczytać książkę na świeżym powietrzu.
  2. Wyhodować awokado z pestki.
  3. Wybrać się na wycieczkę rowerową.
  4. Przesadzić kwiaty.
  5. Przygotować balkon na wiosnę.
  6. Udekorować mieszkanie wiosennymi dodatkami.
  7. Chodzić na długie spacery z Daisy.
  8. Wydziergać szydełkowego zająca.
  9. Utkać makatkę.
  10. Kupić tulipany.
  11. Zrobić wiosenną sesję.
  12. Spróbować nowego smaku gelato.
  13. Urządzić piknik.
  14. Przeczytać Mistrza i Małgorzatę.
  15. Medytacja na świeżym powietrzu.
  16. Joga na świeżym powietrzu.
  17. Wieczorne bieganie.
  18. Kupić wiosenną sukienkę.
  19. Napić się Spritz'a w ciepły wiosenny wieczór.
  20. Przygotować domową maseczkę.

poniedziałek, 18 lutego 2019

CALIFORNIA DREAMIN'

CALIFORNIA DREAMIN'
Macie jakieś jedno wymarzone miejsce, które koniecznie chcielibyście zobaczyć? Takie,  które dosłownie śni Wam się po nocach, które króluje na liście Waszych marzeń? Odkąd mieszkam we Włoszech, potrzeba podróżowania do innych krajów nieco u mnie zmalała. Nieco to nawet za delikatne słowo - w zupełności wystarcza mi powolne odkrywanie Italii. Może wynika to z tego, że mając tyle pięknych miejsc na wyciągnięcie ręki, nie czuję potrzeby szukania dalej, a może powinnam za to "winić" moje domatorstwo [weekend spędzony z rodziną, psem, książką i kawą w ręku, to w moim mniemaniu weekend idealny]. Jest jednak jedno miejsce, które od dawna bardzo chciałam zobaczyć. Myślę, że już wiecie, o jakie miejsce mi chodzi? :)


Avete qualche posto che volete da sempre vedere? Uno, che letteralmente sognate, uno in cima alla lista dei vostri desideri? Da quando abito in Italia, il mio bisogno di viaggiare è diminuito un po'. Anzi, un po' è una parola troppo delicata - scoprire l'Italia per me è abbastanza. Forse perché avendo cosi tanti bellissimi posti a portata di mano, non sento il bisogno di cercare più lontano, o forse dovrei dare "la colpa" alla mia modalità casalinga [il weekend passato con la famiglia, cane, libro e caffè in mano, è secondo me il weekend ideale]. Esiste però un posto, che volevo vedere da tanto tempo. Penso che già sappiate di quale posto si tratta.



Stany Zjednoczone to kraj, do którego po prostu mnie ciągnie. Podejrzewam, że odpowiedzialne są za to amerykańskie filmy i seriale, na których się wychowałam i uczucie, że w jakimś sensie to miejsce znam. Kiedy zaczęliśmy myśleć o naszej podróży poślubnej, braliśmy pod uwagę różnej miejsca, ale żadna z rzucanych przez nas propozycji, nie wywołała reakcji "tak, to musi być to!". Dopóki nie padła opcja - Nowy Jork. Słyszeliśmy co prawda, że grudzień to nie najlepszy miesiąc na taką wycieczkę, że jest okropnie zimno i nieprzyjemnie, ale wcześniej rozważaliśmy też Skandynawię, więc temperatura nie wydawała nam się problemem. Od razu napisałam do mojej przyjaciółki, Marty, która mieszka w Kalifornii, opowiedziałam o naszych planach i zaproponowałam, żeby poszukali z mężem lotów i żebyśmy spotkali się wszyscy w Nowym Jorku. A Marta odpowiedziała "ale po co Nowy Jork? Dawajcie do nas!!". Dwa razy nie musiała mi tego powtarzać... :)

Gli Stati Uniti sono un paese, dal quale mi sento molto attratta. Probabilmente è cosi, perché sono cresciuta con film e serie TV americane e in certo modo, sento di conoscere il posto. Quando abbiamo cominciato a pensare al nostro viaggio di nozze, abbiamo preso in considerazione diversi posti, però nessuna delle nostre proposte ha creato la reazione "si, deve essere questo!". Fin quando non abbiamo detto - New York. Abbiamo sentito, che Dicembre non è il periodo perfetto per fare questo tipo di viaggio, però prima abbiamo preso in considerazione anche la Scandinavia, allora la temperatura bassa non ci sembrava un grosso problema. Ho scritto subito alla mia amica, Marta, che abita in California e le ho chiesto se vuole venire a NY insieme con suo marito, cosi possiamo passare un po di tempo insieme. Marta ha risposto "Ma perché New York? Venite da noi!". Non ha dovuto ripetermelo...

Trochę bałam się długiego lotu, bo co innego lecieć dwie godzinki z Bergamo do Modlina, a co innego ponad 10 godzin i to nad Oceanem. Ale możliwość zobaczenia na własne oczy USA i spotkania się z przyjaciółką po kilku latach wzięła górę. Złożyłam podanie o wizę (Włosi, szczęściarze, nie muszą tego robić) i zestresowana czekałam na spotkanie w konsulacie. A w między czasie nakręcałyśmy się z Martą, jak byłoby super gdyby mi i Walterowi udało się przylecieć. Bałam się, że jako osoba niezatrudniona, mogę tej wizy nie dostać, jednak okazało się, że nie było z tym najmniejszego problemu. Mało tego, moja rozmowa w konsulacie w Mediolanie trwała jakieś 2 minuty, a urzędniczka, która ją prowadziła, skomentowała, że bycie panią domu, która prowadzi bloga i tworzy rękodzieło, musi być super! No muszę przyznać, że nie narzekam :)

Avevo un po' di paura del lungo viaggio, perché c'è una bella differenza tra un viaggetto di due ore tra Bergamo e Modlin e un viaggio di più di 10 ore, addirittura sopra l'Oceano. Però la possibilità di vedere gli USA con i miei occhi e incontrare la mia amica dopo anni ha preso sopravvento. Ho fatto richiesta del visto (agli Italiani, fortunelli, non serve) e tutta stressata aspettavo l'appuntamento in consolato. Avevo paura che, come persona che non lavora, possono rifiutarmi il visto, però si è scoperto, che non ci sono stati dei problemi. Anzi, il mio "colloquio" è durato 2 minuti, e la signora che mi ha intervistato ha detto, che deve essere molto bello essere casalinga, che scrive un blog e fa Handmade. Che posso dire... mica mi lamento! :)

Dzień po ślubie przygotowaliśmy walizki i ruszyliśmy do Santa Rosa. Sam lot nie należał do szczególnie przyjemnych. Wylecieliśmy bardzo wcześnie rano, mieliśmy przesiadkę w Paryżu i kiedy dolecieliśmy do San Francisco, byliśmy dosłownie nieprzytomni (a 9-godzinna zmiana czasu zdecydowanie nam nie pomogła). Ale gdy tylko odespaliśmy, zaczął się jeden z najfajniejszych wyjazdów w naszym życiu. 


Il giorno dopo il matrimonio abbiamo preparato le valigie e siamo partiti per Santa Rosa. Devo ammettere che il volo non è stato molto piacevole. Siamo partiti molto molto presto e abbiamo fatto uno scalo a Parigi. Quando siamo arrivati a San Francisco siamo stati letteralmente distrutti (e il fuso orario di 9 ore sicuramente non ha aiutato). Però appena siamo riusciti a dormire abbastanza, è cominciato uno dei viaggi più belli che abbiamo mai fatto.

Większość naszej prawie dwutygodniowej podróży spędziliśmy w Santa Rosa. Nie jest to miasteczko turystyczne, w zasadzie nie ma tam żadnych specjalnych atrakcji, ale to właśnie w Santa Rosa bawiliśmy się najlepiej. Pierwsze dni zachwycaliśmy się każdym amerykańskim pickup'em i ciężarówką (zwłaszcza tą z reklamy coca coli :D) i testowaliśmy amerykańskie fast foody. Marta i jej mąż mieli niezły ubaw z naszych żywieniowych wyborów, ale tłumaczyliśmy im, że dobre jedzenie mamy na co dzień we Włoszech, tu chcemy skosztować tego świńskiego, z dużą ilością tłuszczu i cukru :D I tak nie omieszkaliśmy wstąpić do Taco Bell (sieciówka z meksykańskim jedzeniem), IHOP (pankejki), Burger King i oczywiście McDonald's. Do tego wszelkiego rodzaju słodycze z masłem orzechowym, jak Reese's czy snickers i duże ilości mojego ulubionego piwa, Corony. No nie ma się co oszukiwać, nasze wątroby i żołądki nie były zachwycone, ale my jak najbardziej [obydwoje mamy niestety słabość do fast foodów...].


Quasi tutto il tempo del nostro viaggio, di quasi due settimane, l'abbiamo passato a Santa Rosa. Non è una città turistica, in realtà non ci sono attrazioni particolari, però è proprio a Santa Rosa che ci siamo divertiti di più. Nei primi giorni siamo stati affascinati dai pickup e camion americani (specialmente quelli dalla pubblicità della coca-cola ;)) e testavamo tutti i fast food. Marta e suo marito ci prendevano in giro per le nostre scelte di cibo, però provavamo a spiegargli che di cibo buono ne abbiamo tanto in Italia, qua vogliamo provare il cibo spazzatura con tanto olio e tanto zucchero. E cosi siamo passati da Taco Bell (fast food con cibo messicano), IHOP (pancakes), Burger King e ovviamente McDoland's. A tutto questo aggiungete tanti dolcetti con burro d'arachidi, come Reese's e Snickers e grandi quantità della mia birra preferita - Corona. Devo ammetterlo - i nostri stomaci e fegati non sono stati molto contenti, però noi di sicuro [sfortunatamente sia io che mio marito abbiamo il debole per i fast food...]






Co robiliśmy oprócz objadania się? Poznawaliśmy nowych ludzi i właśnie to było najfajniejsze w całej podróży. Byliśmy bardzo zdziwieni jak otwarci są Amerykanie. Przypadkowo poznane osoby na spacerze, kelnerzy, znajomi naszych przyjaciół, ich sąsiedzi, każdy nas zagadywał i mieliśmy wrażenie, że jest to szczere zainteresowanie, a nie "jak się masz? ehe, ehe, fajnie, ok, no to cześć". Minęły prawie dwa miesiące, a ja nadal tęsknię nie tylko za Martą, ale też za ludźmi, których tam poznaliśmy. Wracając z podróży, zazwyczaj cieszę się, że już niedługo będę w swoim domu, ale tym razem było mi strasznie smutno opuszczać Stany i nawet kusiło nas, żeby przebukować bilet. 


Cosa facevamo tranne mangiare? Incontravamo delle nuove persone ed è proprio questo che ci piaceva di più in tutto il nostro viaggio. Siamo stati molto sorpresi di quanto aperti sono gli Americani. Le persone incontrate per caso, camerieri, amici dei nostri amici, i loro vicini, tutti iniziavano una conversazione e sembravano essere davvero interessati, no "come stai? Ehe, ehe, bello, ok, allora ciao". Sono passati quasi due mesi e mi manca ancora non solo la mia amica Marta, ma anche la gente che abbiamo conosciuto. Tornando dai viaggi di solito sono molto contenta che tra poco sarò a casa mia, ma questa volta mi dispiaceva tantissimo lasciare Stati Uniti, anzi, ci tentava un po di cambiare biglietti e tornare più tardi.

Nasza podróż przypadła akurat w okresie świątecznym. Marta i jej mąż, Darek, mieli więc sporo wolnych dni i mogliśmy razem zwiedzać. Kilka razy byliśmy nad Oceanem. Widzieliśmy między innymi Bodega Bay, gdzie kręcono Ptaki Hitchcocka (film, którego przy mojej ptasiej fobii chyba nigdy nie zobaczę :P), Jenner nad rzeką Russian River i Dillon Beach. Wybraliśmy się też na grzyby i znaleźliśmy takie borowiki, jakich w życiu nie widziałam. 


Il nostro viaggio è stato durante il periodo natalizio. Di conseguenza Marta e suo marito, Darek, avevano tanti giorni liberi e potevamo visitare insieme. Siamo andati qualche volta sulla costa dell'oceano. Abbiamo visto per esempio Bodega Bay, il posto in cui hanno girato "The Birds" di Hitchcock (il film che probabilmente non vedrò mai visto che ho una paura tremenda degli uccelli :P), Jenner sul fiume Russian River e Dillon Beach. Siamo andati anche a raccogliere funghi e abbiamo trovato dei porcini cosi grandi che non ne ho mai visto così nella mia vita.
















Wigilię spędziliśmy za to z cudowną, polską rodziną mojej Marty. Dziękujemy jeszcze raz za zaproszenie! Rano wybraliśmy się też na łyżwy, ale przy zdolnościach łyżwiarskich mojego kochanego męża, opuściliśmy lodowisko w ekspresowym tempie :)

Abbiamo passato la Vigilia di Natale con la meravigliosa famiglia polacca di Marta. Grazie ancora per l'invito! La mattina siamo anche andati a pattinare, però visto l'abilità di pattinaggio del mio amato marito, abbiamo lasciato la pista in tempo express :) 

Ostatnie dwa dni przeznaczyliśmy na San Francisco. Miasto trochę nas przytłoczyło, ale na pewno warto było się tam wybrać. Nie mieliśmy za dużo czasu, ale udało nam się zobaczyć między innymi słynny most Golden Gate, pocztówkowe domki Painted Ladies, Union Square, Alcatraz (choć jedynie z daleka) czy Fisherman's Wharf. 



Gli ultimi due giorni li abbiamo dedicati a visitare San Francisco. La città ci ha sopraffatto un po', però sicuramente valeva la pena andarci. Non abbiamo avuto tanto tempo, però siamo riusciti a vedere per esempio il famoso ponte Golden Gate, le casette Painted Ladies, Union Square, Alcatraz (anche se da lontano) e Fisherman's Wharf.











Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się zobaczyć więcej, że jeszcze wrócimy do Kalifornii i zobaczymy też inne części USA. Jedno jest pewne - ta podróż zdecydowanie zostanie w moim sercu na długo! Polishgirlinusa - dziękujemy za cudowne dwa tygodnie!

Spero, che un giorno riusciremo a tornare in California e vedere anche altre parti degli USA. Una cosa è però sicura - questo viaggio rimarrà nel mio cuore per tanto tempo. Polishgirlinusa - grazie ancora per le due meravigliose settimane!

czwartek, 7 lutego 2019

WINTER WONDERLAND

WINTER WONDERLAND
Zawsze wydawało mi się nieco przesadzone mówienie o dniu ślubu, jako o jednym z najpiękniejszych dni w życiu. Wesela niespecjalnie mnie ekscytowały, do czego przyczynił się między innymi ukończony wcześniej kurs na wedding plannerkę i przesycenie ślubnym tematem. Oczywiście bardzo cieszyłam się, że wychodzę za mąż, jednak spodziewałam się po prostu przyjemnej kolacji w gronie rodziny i przyjaciół. 15 grudnia zostałam mężatka i wiecie co Wam powiem? To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu :) 

Mi è sempre sembrato un po' esagerato parlare di matrimonio come uno dei giorni più belli della vita. I matrimoni non mi entusiasmavano troppo, probabilmente perché qualche tempo fa ho fatto un corso di wedding planner e parlare di matrimoni ne avevo abbastanza. Ovviamente sono stata molto felice di sposarmi, però mi aspettavo solo una cenetta piacevole in compagnia della famiglia ed degli amici più stretti. Il 15 dicembre sono diventata moglie e sapete che vi dico? È stato uno dei giorni più belli della mia vita :) 


Jak wyglądała organizacja naszego ślubu? Jak wspomniałam wcześniej, nie mogliśmy się doczekać, aż zostaniemy małżeństwem, ale samo przyjęcie miało być jakby przy okazji. Dlatego też nie przykładaliśmy większej wagi do szczegółów, co okazało się świetnym pomysłem, bo w dniu ślubu nie było absolutnie niczego, co mogłoby nas rozczarować. Wiecie co mam na myśli - „tort miał mieć cztery warstwy, a miał trzy”, „bukiet miał być przewiązany sznurkiem, a był wstążką” i tym podobne. To, na czym zależało nam najbardziej, to piękne miejsce, dobre jedzenie i obecność najbliższych.

Com'è stata l'organizzazione del nostro matrimonio? Come ho scritto prima, non vedevamo l’ora di sposarci, però la festa in se, l’abbiamo pensata un po' come un extra per celebrare il matrimonio e non come l’evento della serata. È per questo che non abbiamo dato troppa attenzione ai dettagli, il che si è rivelato un’idea geniale. Il giorno del matrimonio non c'è stato assolutamente niente che poteva deluderci. Sapete di cosa sto parlando: "la torta doveva essere di quattro piani e invece è stata di tre", "il bouquet doveva avere uno spago e invece aveva un nastro" ect. Quello a cui tenevamo di più è stato che il posto fosse bello, il cibo buono e che ci fossero i nostri cari, famiglia e amici. 


Od początku widzieliśmy, że chcemy wziąć ślub w Polsce. Znajomi i rodzina trochę się dziwili, no bo jak to, macie możliwość zrobienia wesela na przepięknej Sycylii [gdzie mieszkają teściowie], a wybieracie Polskę i to w grudniu

Fin dall’inizio sapevamo che volevamo sposarci in Polonia. I nostri amici e famiglia sono stati un po' sorpresi, perché, come mai, avendo la possibilità di sposarsi nella bellissima Sicilia [dove abitano i suoceri], scegliete la Polonia? Addirittura a Dicembre!

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ślub w Polsce? Z kilku powodów. Dużo łatwiej było mi organizować przyjęcie w Polsce, gdzie wracam co 2-3 miesiące. Zwłaszcza w okolicy, w której się wychowałam i którą znam jak własną kieszeń. Zależało nam też na zmianie mojego nazwiska. We Włoszech się tego nie praktykuje, dlatego cały proceder wydawał się bardzo skomplikowany. Wesele w Polsce to też dużo mniejszy koszt. A mieszkając na co dzień we Włoszech, ślub na Sycylii nie jawił mi się jako egzotyka, niczym ślub na Mauritiusie, tylko po prostu...jako ślub na Sycylii :) Nie zrozumcie mnie źle, nadal uważam, że to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek widziałam. Nie jestem zblazowanym człowiekiem, co to wszystko widział i wszystko mu spowszedniało. Po prostu wiem, że zawsze mogę tam wrócić, że fajnie spędzać tam wakacje, ale nie na pięknych widokach w dniu ślubu zależało nam najbardziej. W dodatku nie chcieliśmy wesela latem, bo obydwoje nie znosimy upałów. Marzyło nam się niewielkie przyjęcie w gronie najbliższych, w jakimiś pięknym, przytulnym miejscu w długi jesienny lub zimowy wieczór. 

Come mai abbiamo scelto la Polonia? Ci sono alcuni motivi. Per esempio è stato molto più facile per me organizzare la festa in Polonia, dove torno ogni 2-3 mesi, specialmente nella zona dove sono cresciuta e che conosco come le mie tasche. Inoltre tenevamo molto a cambiare il mio cognome. È una cosa che in Italia non si fa e che se si vuole fare, è una procedura molto complicata. Un matrimonio in Polonia vuol dire anche un costo più basso. Abitando in Italia, un matrimonio in Sicilia non mi sembrava una cosa esotica, come un matrimonio alle Mauritius, ma...semplicemente un matrimonio in Sicilia :). Non mi fraintendete - penso ancora che la Sicilia sia uno dei posti più belli che ho mai visto. Non sono una persona "blasé" che ha visto tutto e tutto gli sembra ordinario. Semplicemente so che posso tornarci la quando voglio, che è bello passarci le vacanze, però non era la bellissima vista la cosa a cui tenevamo di più nel giorno di nostro matrimonio. Inoltre, non volevamo sposarci in estate perché entrambi odiamo caldo.  Sognavamo una festa piccola, in compagnia dei più vicini, in qualche posto bello ed accogliente e in una delle lunghe serate autunnali o invernali.
SALA

Pałac Zdunowo okazał się wręcz stworzony na takie przyjęcie. Gdy tylko zobaczyliśmy zdjęcia tej sali, wiedzieliśmy, że nie ma sensu szukać dalej. Zwłaszcza, że jednym z wolnych terminów był 15.12, czyli... urodziny naszego ukochanego psiaka [śmiało możecie teraz pukać się w czoło :)]. Salę zarezerwowaliśmy praktycznie w ciemno. Poprosiliśmy moją rodzinę, żeby pojechała na kolację i sprawdziła, czy jedzenie jest dobre (było dobre :)), po czym wpłaciliśmy zaliczkę, nie widząc nawet sali na żywo. Współpraca z manager, panią Magdą,  była czystą przyjemnością. Jedzenie bardzo nam smakowało (chociaż w dniu ślubu niewiele skosztowałam :)) i było elegancko podane. Goście witani byli grzanym winem, a w sali udekorowanej świątecznie, z kominkiem, choinką i lampkami, można się było poczuć jak w domu. Właśnie takiego miejsca szukaliśmy. Dzień po ślubie obudziliśmy się w przepięknej scenerii - jak na zawołanie, spadł śnieg. Było magicznie, świątecznie, romantycznie, w gronie najbliższych - tak jak sobie zamarzyliśmy.

Pałac Zdunowo è stato il posto perfetto per una festa cosi. Appena abbiamo visto le foto della sala, sapevamo che non ha senso cercare oltre. Specialmente quando abbiamo scoperto che una delle date libere era il 15 Dicembre, cioè... il compleanno del nostro amato cagnolino [potete anche ridere adesso]. La sala l’abbiamo prenotato praticamente al buio. Abbiamo chiesto alla mia famiglia di cenare la per capire se il cibo era buono (lo era), dopodiché abbiamo pagato la caparra, senza vedere la sala dal vivo. La collaborazione con la manager, Magda, è stata un piacere. Il cibo ci è piaciuto tanto (anche se durante il matrimonio non ho mangiato quasi nulla) ed è stato servito in modo elegante. Gli ospiti sono stati accolti con un bicchiere di vin brulé, e in una sala decorata, con caminetto, albero di Natale e lampadine.. ci si poteva sentire come a casa. È stato esattamente il posto che cercavamo. Il giorno dopo il matrimonio ci siamo svegliati con una bellissima sorpresa - nella notte ha cominciato a nevicare. È stato un giorno magico, con atmosfera natalizia, romantica e in compagnia dei più cari - esattamente come sognavamo. 



ZAPROSZENIA


Zdecydowaliśmy się na zaproszenia online, które zrobiłam w programie Canva. Taka opcja bardzo ułatwiła nam życie, biorąc pod uwagę fakt, że mieliśmy gości z trzech krajów. Do tego jest eko, więc czego chcieć więcej :) Klasyczne zaproszenia daliśmy tylko kilku parom, które rzadko korzystają z Internetu.


Abbiamo deciso di mandare gli inviti online. Li ho preparati in Canva. Questa opzione ci ha reso la vita più facile, visto che avevamo ospiti da tre diversi paesi. Inoltre è ecologico, allora, che altro si può desiderare? :) Gli inviti classici li abbiamo dati solo a qualche coppia che non usa Internet spesso.



UBRANIA

I przechodzimy do mojej ulubionej części - sukni. Sukni, która wcale suknią nie jest. Jako że z natury jestem oszczędna (nie mylić ze skąpa ;)),  nigdy nie zdecydowałabym się na sukienkę za kilka tysięcy, którą w dodatku mogę założyć raz w życiu. Tylko co zrobić, skoro większość ślubnych ubrań jest absurdalnie droga? Z pomocą przychodzi AliExpress :) Zamówiłam zwyczajną tiulową spódnicę, za całe 23 euro, po czym postanowiłam poszukać do niej bluzki. Tu z pomocą przyszła moja wspaniała świadkowa, która chodząc po sklepach, znalazła na przecenie białe koronkowe body za całe...30 zł ;) Do tego doszły małe przeróbki spódnicy u krawcowej, mama uszyła mi pas i tak moja ślubna suknia kosztowała niecałe 200 zł. A białe koronkowe body jeszcze nie raz wykorzystam :)


E arriviamo alla mia parte preferita - il vestito da sposa. Un vestito, che in realtà non è un vestito. Visto che sono una persona parsimoniosa (non scambiatemi per tirchia ;)) non comprerei mai un vestito che costa qualche migliaia di euro (e neanche zloty). Però come fare, visto che gli abiti da sposa sono di solito assurdamente costosi? In aiuto arriva AliExpress :) Ho ordinato una gonna semplice di tulle da 23 euro, dopodiché ho deciso di cercare un top bianco. E qui in aiuto è arrivata la mia meravigliosa testimone, che mentre faceva shopping, ha trovato uno body di pizzo scontato che costava... neanche 8 euro. Un po di cambiamenti dalla sarta, una cintura cucita da mia mamma e il mio vestito costava non più di 50 euro. E il body di pizzo lo userò ancora di sicuro :)  










Mój mąż natomiast garnitur kupił w sklepie BORGIO... tydzień przed ślubem :)

Mio marito invece, il suo abito l’ha comprato da Borgio....una settimana prima del matrimonio :)

MUZYKA 


Muzyką zajął się DJ, mój kolega ze szkoły muzycznej, Łukasz Zarzycki. Bardzo, ale to bardzo polecam. W którymś momencie zachciało nam się karaoke - jak Łukasz zaczął śpiewać, to wszystkim szczęki opadły. Na początku nie planowaliśmy oczepin, po kilku głębszych zmieniliśmy zdanie i Łukasz wszystkie nasze pomysły realizował w trakcie :) Doskonale sprawdził się więc nie tylko jako DJ, ale też wodzirej. Do tego duet smyczkowy - skrzypce i wiolonczela - świetny wybór. Ceremonia ślubu cywilnego była przepiękna, a dziewczyny bardzo się do tego przyczyniły. Łukasza i dziewczyny znajdziecie TUTAJ  - działają razem jako Zarzycki Group i właśnie startują ze swoją nową stroną (niech Was to nie zmyli, doświadczenie mają duże, a wykształcenie muzyczne godne pozazdroszczenia :)).

Alla musica ci ha pensato il mio amico dalla scuola di musica, Lukasz. Lo consiglio davvero tanto. Ad un certo punto ci è venuta voglia di organizzare il karaoke - quando Lukasz ha cominciato a cantare, tutti sono rimasti stupiti. All'inizio non programmavamo il lancio del velo ed altre attrazioni, però dopo qualche shot di vodka polacca abbiamo cambiato idea e Lukasz ha realizzato tutte le nostre idee. È stato non solo bravo DJ, ma anche un ottimo animatore. Anche il duetto - violino e violoncello - è stata una scelta perfetta. La cerimonia è stata bellissima e le ragazze di sicuro hanno aiutato. 


DEKORACJE


Dekoracje na stół robiliśmy sami. Do oznaczenia miejsc wykorzystaliśmy szyszki. Stoły ozdobiliśmy gałązkami świerku i białymi świeczkami. W ramach upominków dla gości przygotowaliśmy paczuszki ze świąteczną mieszanką herbat. Dodatkowo w sali była choinka i dekoracje świąteczne. 


Le decorazioni per i tavoli le abbiamo preparate da soli. Come segnaposti abbiamo usato delle pigne. Per decorare i tavoli abbiamo usato dei rami di pino e candele bianche. Per le bomboniere abbiamo scelto dei sacchettini di tè arromatizzato. Inoltre, in sala c'è stato un albero di natale e decorazioni natalizie.





KWIATY

Bukiet, butonierki, stroik do włosów i bransoletkę z kwiatów dla świadkowej kupiłam TUTAJZamówiłam je tydzień, czy dwa przed ślubem. Pokazałam w kwiaciarni kilka inspiracji z Pinteresta i Pani wykonała przepiękne kompozycje.

l bouquet, fiori all'occhiello e il braccialetto di fiori per la testimone, li ho ordinati una, massimo due settimane prima del matrimonio. Ho fatto vedere al fioraio le foto di Pinterest ed ha realizzato le bellissime composizioni.




ZDJĘCIA 

Zdjęciami zajęła się moja koleżanka ze szkolnych lat, która razem z mężem prowadzi firmę ŁADNE. Dzięki temu, że znam Jolę, nie czułam się skrępowana, że ktoś robił mi non stop zdjęcia. Do tego to bardzo sympatyczna osoba, więc bardzo polecam!

Le foto le ha fatte una mia amica dei tempi della scuola, che, insieme a suo marito, ha un’azienda fotografica. Visto che conoscevo Jola, non mi sentivo imbarazzata che qualcuno mi faceva le foto di continuo. Inoltre è una persona molto simpatica, quindi la consiglio pienamente.



FILM

Nakręceniem ślubnego filmiku, zajęło się dwóch z naszych gości, za co jestem im niezmiernie wdzięczna. Daniel, Rafał, dziękujemy! Efekty możecie zobaczyć tutaj.

Il video del matrimonio lo hanno realizzato due dei nostri ospiti, e gli sono molto, molto grata. Daniel, Rafal, vi ringraziamo tantissimo! Gli effetti li potete vedere qua:


FOTOBUDKA 

Mój przyjaciel, Piotr, zafundował nam super prezent - fotobudkę. Razem z kolegą założył niedawno firmę BOODKA, którą polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Fotobudka na weselu to naprawdę fajny pomysł, bardzo spodobał się zarówno nam, jak i gościom.

Il mio amico, Piotr, ci ha fatto un bellissimo regalo - photo booth. Insieme al suo amico hanno recentemente aperto un'azienda, che consiglio, consiglio ed ancora una volta consiglio. Photo booth è stata un’idea bellissima, è piaciuta tanto sia a noi che ai nostri ospiti.


Jeśli zaś chodzi o alkohol, to przy naszych nazwiskach (Dzięgielewska i Grillo) nie mogliśmy zdecydować się na nic innego, jak wódka Dzięgielówka i wino Grillo :D 

E alla fine l’alcol - visto che i nostri cognomi sono Dziegielewska e Grillo, non potevamo fare nient’altro che servire una vodka chiamata Dziegielowka e un vino Grillo :)







Copyright © 2016 Quembec - lifestyle po włosku , Blogger