czwartek, 30 czerwca 2016

Pavia

Pavia
Dzisiaj chciałabym Was zabrać w podróż po Pawii (wł. Pavia) - uroczym miasteczku, oddalonym zaledwie 30 km od Mediolanu.




Pawia od VI do VIII wieku była stolicą Królestwa Longobardów (od ludu Longobardów pochodzi nazwa regionu Włoch- Lombardii) i jednym z największych miast Italii. Głównej roli w północnych Włoszech nie odgrywał więc Mediolan, a właśnie to niewielkie i przez wielu niedoceniane miasto. W Pawii znajduje się wiele wspaniałych zabytków, których historią bardzo chętnie bym się z Wami podzieliła, gdyby nie fakt, że historyk ze mnie marny :). Zapraszam więc do oglądania zdjęć i zachęcam do wycieczki, jeśli tylko będziecie planować podróż po Lombardii.




Duomo di Pavia - katedra, której budowę rozpoczęto już w XV wieku, a ukończono dopiero w XIX i w projektowaniu której pomagał podobno sam Leonardo da Vinci!









Ponte Coperto - kryty most na rzece Ticino, który przypomina nieco florencki Ponte Vecchio




Università di Pavia - jeden z najstarszych europejskich uniwersytetów, przy którym znajduje się ogród botaniczny założony w 1763 roku



Castello Visconteo- zamek Viscontich z XIV wieku, a przed nim piękny park imienia Jana Pawła II





Le Torri - średniowieczne wieże na placu Leonarda da Vinci


Chiesa di Santa Maria del Carmine


Pomnik Giuseppe Garibaldiego


Na koniec ciekawostka (z przymrużeniem oka): to w Pawii urodził się Drupi- piosenkarz, w którym kochały się nasze mamy i który chyba bardziej niż we Włoszech, znany jest w Polsce :)



Quembec

wtorek, 28 czerwca 2016

Złe dobrego początki

Złe dobrego początki
Wielu osobom wydaje się, że przeprowadzka do innego kraju to świetna zabawa niczym na Erasmusie. W moim przypadku historia było nieco inna. Pierwsze miesiące w Mediolanie były dla mnie naprawdę trudne. Jedyne słowa jakie znałam po włosku to pizza i frutti di mare, a przekonanie o tym, że przecież to światowa stolica mody i na pewno wszyscy znają język angielski, nie było przekonaniem słusznym. Ale zacznijmy od początku...



Do Mediolanu pierwszy raz przyjechałam w kwietniu 2013 roku. Pogoda była piękna, jedzenie pyszne, a katedra Duomo naprawdę zachwycała. Kiedy więc mój chłopak zaproponował mi wyjazd na dłużej, nie wahałam się ani chwili. Miałam do napisania jedynie pracę magisterską, mogłam więc spokojnie pozwolić sobie na wyjazd. Dopełniłam formalności, żeby na miejscu móc odbyć praktyki i w drogę.

Przeprowadziliśmy się pod koniec lipca. Wiecie już, co myślę o upałach, a wtedy temperatura przekraczała 35 stopni praktycznie codziennie. Nie to było jednak najgorsze. Najgorsze było to, że nawet o północy spadała jedynie do 30 stopni! Wychodzenie z mieszkania było więc bardzo wątpliwą przyjemnością, biorąc pod uwagę fakt, że zimne piwo po pięciu minutach spędzonych wieczorem na placu Colonne di San Lorenzo, można było już nazwać grzańcem.

Z domu wychodziłam więc jak najrzadziej, jednak nawet wizyta w supermarkecie była dla mnie koszmarem, nie umiałam się z nikim porozumieć. Całe dnie spędzałam przed komputerem starając się pisać pracę magisterską. Praktyki miałam zacząć dopiero w listopadzie, nie znałam więc jeszcze nikogo, poza znajomymi mojego chłopaka, którzy trzymali się raczej w swojej zamkniętej grupie.



Szybko zaczęłam tęsknić za rodziną, znajomymi, za Polską. Chociaż starałam się wracać do domu dosyć często, brakowało mi dosłownie wszystkiego, co polskie. Marzyłam o powrocie do kraju, który wtedy wydawał się prawdziwą idyllą. Od czasu do czasu wychodziłam więc na spotkania organizowane przez innych Polaków w Mediolanie, mając nadzieję, że nawiążę nowe znajomości, jednak szukanie koleżanek na siłę, było dla mnie dość krępujące.

Minęło kilka dłuuuugich miesięcy zanim zaczęłam lubić Mediolan, zanim nauczyłam się języka i poznałam nowych znajomych. Teraz to tu jest mój dom i chociaż nadal tęsknię za rodziną, nie myślę o powrocie do kraju. Jeśli więc planujecie wyjazd z Polski albo to Wasze pierwsze miesiące w nowym miejscu, nie poddawajcie się, może być tylko lepiej. :)

Quembec

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Moje sposoby na przetrwanie upałów

Moje sposoby na przetrwanie upałów
Lato to zdecydowanie najmniej lubiana przeze mnie pora roku. Już samo wylegiwanie się na plaży nie sprawia mi większej przyjemności, a co dopiero upalne dni spędzone w mieście. Kto mieszka, bądź był w Mediolanie w lipcu lub sierpniu, wie, co to mediolański skwar. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi sposobami na to, żeby upały stały się choć trochę mniej męczące.  


Kawa mrożona

Jedną z zalet mieszkania we Włoszech jest to, że w zasadzie wszędzie można wypić dobrą kawę. Nie trzeba nawet wychodzić z domu. Kawa kupowana w sklepie, zarówno w kapsułkach, jak i mielona (przez trzy lata nie spotkałam nawet jednego Włocha, który piłby kawę rozpuszczalną!) są zazwyczaj bardzo dobrej jakości. Wystarczy zaparzyć w kafeterce porcję espresso, uzupełnić szklankę dużą ilością mleka i lodu i gotowe!



Woda smakowa

Do zalet picia dużej ilości wody, zwłaszcza w upalne dni, nie muszę chyba nikogo przekonywać. W letnie miesiące bardzo często przygotowuję wody smakowe. Moja ulubiona wersja to ta z cytryną, ogórkiem i miętą. Jest naprawdę smaczna i wspomaga trawienie.



Mgiełki do ciała

Gdy temperatura przekracza 30 stopni najchętniej nie oddalałabym się od klimatyzatora na dłużej niż 5 minut. Jeśli jednak muszę wyjść na dwór (a muszę, chociażby z psem na spacer) staram się zabierać ze sobą mgiełki do ciała. Można je kupić w sklepach kosmetycznych już za kilka złotych lub przygotować samemu w domu w zaledwie kilka minut. Przepisów na homemade body spray jest w internecie bardzo dużo, ja korzystam z Hello glow. Wystarczy zielona herbata, sok z ogórka i żel z aloe vera i mieszanka gotowa. Nie tylko ochładza, ale też łagodzi podrażnioną skórę. 


Sałatki

Zamiast smażonych potraw, w upalne dni warto wybrać lekkie, zdrowe jedzenie takie jak sałatki. Jedną z moich ulubionych jest ta z winogronami i prażonymi migdałami. Do sałaty lodowej dodajemy oczyszczone z nasion winogrona i uprażone na suchej patelni płatki migdałowe. Polewamy jogurtem wymieszanym z odrobiną majonezu, sokiem z cytryny, solą i pieprzem i gotowe! Przepisem podzieliła się ze mną bratowa, która w oryginalnej wersji dodaje do sałatki grillowaną pierś z kurczaka przyprawioną mieszanką gyros. 


Lody jogurtowe

Najlepsze lody to oczywiście włoskie gelati, są jednak bardzo słodkie i kaloryczne. Na co dzień przygotowuję więc zdrowe, proste i szybkie do zrobienia lody jogurtowe. Można zamrozić gotowy jogurt smakowy w foremkach na lody, lecz najlepsze będą te przygotowane przez nas samodzielnie. Jogurt naturalny blendujemy z ulubionymi owocami i odrobiną miodu bądź cukru, przelewamy do foremek, mrozimy i po kilku godzinach mamy pyszne, zdrowe lody, które można jeść codziennie!

Quembec

Quembec, czyli kilka słów o tym, czym się zajmuję

Quembec, czyli kilka słów o tym, czym się zajmuję

Nigdy nie chciałam pracować w korporacji. Wychodzenie z domu o 8 rano i powrót o 20.00 to zdecydowanie nie mój świat, a takie są niestety realia w wielu mediolańskich firmach. Wiem, że wiele osób marzy o robieniu kariery, wspinaniu się po jej kolejnych szczeblach. Wiele osób (jak na przykład mój wybranek) lubi tworzenie formuł w Excelu, robienie prezentacji, wykresów. Mi natomiast od kilku lat marzyła się praca...z domu. Przez długi czas nie miałam jednak pomysłu na to, co właściwie chciałabym robić. Po kilku dorywczych pracach i podjęciu decyzji, że czas najwyższy rozejrzeć się za poważną pracą (niech już nawet będzie ta korporacja!), nagle pojawił się w mojej głowie pomysł na Quembec


Robienia na drutach nauczyła mnie mama, kiedy miałam kilkanaście lat. Któryś rok z kolei natomiast, mój ukochany zażyczył sobie w ramach prezentu bożonarodzeniowego ręcznie robiony szalik. Właśnie podczas dziergania przy trzeszczącym kominku w długi zimowy wieczór zapytałam moją mamę: 'Mamoooo, a może zrobiłabyś mi taki fajny dziergany puf jak u Maćka [mojego brata]?' Mama (widząc druty w moich rękach) odpowiedziała mi uprzejmie: 'Sama sobie zrób'. Spróbowałam raz, klęłam przez kilka godzin. Spróbowałam drugi, znowu coś nie tak. Za którymś razem udało mi się wreszcie zrobić wymarzony puf. Byłam z siebie tak zadowolona, że powoli i nieśmiało zaczęłam myśleć o tym, że przecież przyjemne można połączyć z pożytecznym i czemu by tak nie zacząć sprzedawać rękodzieła. Minęło kilka miesięcy, a ja od tego czasu zrobiłam kilkadziesiąt puf, szydełkowych koszyczków, dywanów etc, a już za kilka miesięcy będę mogła oficjalnie nazwać się właścicielką firmy. Trzymajcie za mnie kciuki, a tymczasem zapraszam Was do oglądania moich prac.


P.S. Nazwa quembec to zitalianizowana wersja polskiego kłębka. Wymyślił ją mój chłopak i spodobała mi się tak bardzo, że chociaż odnosi się do mojego sklepu z rękodziełem, postanowiłam też nazwać tak bloga.

Quembec

Buongiorno, czyli kilka słów na powitanie

Buongiorno, czyli kilka słów na powitanie

Od trzech lat mieszkam w Mediolanie i mniej więcej od tego czasu marzył mi się mój własny blog. Odkładałam decyzję na później, ciągle szukając wymówek. Dzisiaj nadszedł moment, w którym wymówki odkładam jednak na bok. 




O czym będzie ten blog?  Un po' di tutto, czyli po trochu o wszystkim. O Mediolanie i o tym co warto tu zobaczyć, gdzie zjeść i na jakie eventy pójść. O Sycylii, czyli madre terra mojego Ukochanego, gdzie mam przyjemność spędzać wakacje. O Włoszech ogólnie, moich podróżach - tych krótszych i dłuższych. O kuchni wegetariańskiej - włoskiej i polskiej. O życiu na emigracji, uczeniu się nowego języka i procesie adaptowania się do nowych miejsc. O rękodziele, którym zajmuję się na co dzień. O moim przeuroczym psie, który właśnie chce wyjść na spacer i o wielu wielu innych rzeczach. Zapraszam! 

Quembec

Copyright © 2016 Quembec - lifestyle po włosku , Blogger