wtorek, 28 czerwca 2016

Złe dobrego początki

Wielu osobom wydaje się, że przeprowadzka do innego kraju to świetna zabawa niczym na Erasmusie. W moim przypadku historia było nieco inna. Pierwsze miesiące w Mediolanie były dla mnie naprawdę trudne. Jedyne słowa jakie znałam po włosku to pizza i frutti di mare, a przekonanie o tym, że przecież to światowa stolica mody i na pewno wszyscy znają język angielski, nie było przekonaniem słusznym. Ale zacznijmy od początku...



Do Mediolanu pierwszy raz przyjechałam w kwietniu 2013 roku. Pogoda była piękna, jedzenie pyszne, a katedra Duomo naprawdę zachwycała. Kiedy więc mój chłopak zaproponował mi wyjazd na dłużej, nie wahałam się ani chwili. Miałam do napisania jedynie pracę magisterską, mogłam więc spokojnie pozwolić sobie na wyjazd. Dopełniłam formalności, żeby na miejscu móc odbyć praktyki i w drogę.

Przeprowadziliśmy się pod koniec lipca. Wiecie już, co myślę o upałach, a wtedy temperatura przekraczała 35 stopni praktycznie codziennie. Nie to było jednak najgorsze. Najgorsze było to, że nawet o północy spadała jedynie do 30 stopni! Wychodzenie z mieszkania było więc bardzo wątpliwą przyjemnością, biorąc pod uwagę fakt, że zimne piwo po pięciu minutach spędzonych wieczorem na placu Colonne di San Lorenzo, można było już nazwać grzańcem.

Z domu wychodziłam więc jak najrzadziej, jednak nawet wizyta w supermarkecie była dla mnie koszmarem, nie umiałam się z nikim porozumieć. Całe dnie spędzałam przed komputerem starając się pisać pracę magisterską. Praktyki miałam zacząć dopiero w listopadzie, nie znałam więc jeszcze nikogo, poza znajomymi mojego chłopaka, którzy trzymali się raczej w swojej zamkniętej grupie.



Szybko zaczęłam tęsknić za rodziną, znajomymi, za Polską. Chociaż starałam się wracać do domu dosyć często, brakowało mi dosłownie wszystkiego, co polskie. Marzyłam o powrocie do kraju, który wtedy wydawał się prawdziwą idyllą. Od czasu do czasu wychodziłam więc na spotkania organizowane przez innych Polaków w Mediolanie, mając nadzieję, że nawiążę nowe znajomości, jednak szukanie koleżanek na siłę, było dla mnie dość krępujące.

Minęło kilka dłuuuugich miesięcy zanim zaczęłam lubić Mediolan, zanim nauczyłam się języka i poznałam nowych znajomych. Teraz to tu jest mój dom i chociaż nadal tęsknię za rodziną, nie myślę o powrocie do kraju. Jeśli więc planujecie wyjazd z Polski albo to Wasze pierwsze miesiące w nowym miejscu, nie poddawajcie się, może być tylko lepiej. :)

Quembec

2 komentarze:

  1. Przeprowadzka do innego kraju musi być wielkim wyzwaniem, jednak czasem chyba dobrze zacząć wszystko od nowa :) Sama niedługo przeprowadzam się za granicę i trochę obawiam się tego wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Quembec - lifestyle po włosku , Blogger