poniedziałek, 29 października 2018

Dwutygodniowy miszmasz / miszmasz bisettimanale #6

Dwutygodniowy miszmasz / miszmasz bisettimanale #6
Dzisiaj wyjątkowo zamiast tygodniowego miszmaszu, miszmasz dwutygodniowy. W poprzednim tygodniu niestety się nie wyrobiłam, a w kolejce czekają jeszcze fotorelacje z Cremy i Werony oraz przepis na pyszne risotto z cukinią.


Oggi, invece del miszmasz settimanale, eccezionalmente, il miszmasz bisettimanale. La settimana scorsa non ho trovato il tempo di scrivere e ancora devo preparare i post di Crema, Verona e una ricetta per buonissimo risotto con zucchine.


Na początek muszę Was ostrzec, że chwilowo jestem w bardzo melancholijnym nastroju, postaram się jednak za bardzo nie przynudzać. Po prawie trzech tygodniach z rodziną, dziś jest pierwszy dzień, kiedy siedzę w domu zupełnie sama. I chociaż na co dzień bardzo cenię sobie czas spędzony w swoim własnym towarzystwie, to dzisiaj trochę mi ta samotność ciąży.  Zwłaszcza że mój psiak pojechał razem z rodzicami do Polski na wakacje i w domu zrobiło się podwójnie smutno. Do tego od rana leje. I jak uwielbiam deszczowe jesienne popołudnia, tak dzisiaj pogoda wydaje mi się równie podła, jak mój nastrój. 


Prima di tutto devo avvisarvi che attualmente sono molto malinconica, proverò però di non lamentarmi troppo. Dopo quasi tre settimane con la mia famiglia, oggi è il primo giorno che sono a casa completamente sola. E anche se di solito non mi dispiace, oggi soffro un po' di solitudine. Specialmente perché, insieme con i miei, è partita in vacanza in Polonia anche Daisy e la casa è diventata molto triste. In aggiunta piove dalla mattina alla sera. E per quanto mi piacciono le giornate autunnali piovose, oggi il tempo mi sembra nero proprio come il mio umore.

Swoją drogą nie mam pojęcia, jak ludzie mogą oddawać albo tym bardziej porzucać psy. Po jednym dniu już tak tęsknię za Daisy, że rodzice muszą wysyłać mi jej zdjęcia co godzinę ;). Wiem, że dla kogoś, kto nie ma zwierzaka, to może wydawać się śmieszne, ale kocham tego psiaka całym sercem. Aż się boję, co będzie, jak będę miała dzieci :)

A proposito, non ho la minima idea di come la gente può dare via, o addirittura abbandonare i propri cani. Dopo una sola giornata, Daisy mi manca cosi tanto, che i miei mi mandano una sua foto ogni ora ;). Lo so che per qualcuno che non ha un animale può sembrare assurdo, però amo questa cagnolina con tutto il mio cuore. Chissà come sarò quando avrò un bambino.



Ale zamiast smęcić, lepiej poopowiadam Wam trochę o poprzednich dwóch tygodniach. Pierwszy tydzień minął nam (mi, mojemu bratu, bratowej i Dejzince) na wycieczkach po okolicznych miasteczkach, poznawaniu nowych miejsc w Mediolanie i na jedzeniu pizzy i gelato. Całe szczęście spacerowaliśmy naprawdę często i naprawdę dużo, bo było ryzyko, że zacznę wyglądać jak ludzik Michelin. 

Ok, ma invece di lamentarmi, meglio che vi racconti un po' delle mie ultime settimane. La prima settimana l'abbiamo passata io, mio fratello, mia cognata e Daisinka facendo gite nelle città vicine, scoprendo dei nuovi posti a Milano e mangiando tante pizze e gelati. Per fortuna camminavamo molto spesso e molto a lungo, altrimenti avrei rischiato di cominciare ad assomigliare all'omino Michelin.



Jednym z miejsc było przeurocze i bardzo "włoskie" miasteczko Crema. Więcej napiszę o nim w oddzielnym poście, a na zachętę wrzucam kilka zdjęć.

Uno dei posti che abbiamo visitato è Crema - una città molto carina e molto "italiana". Su Crema scriverò un'altro post, per adesso vi faccio vedere un po' di foto.





Wpadliśmy też na kilka godzin do Werony. To była wycieczka w tempie ekspresowym, ale i tak miasto bardzo mi się spodobało i czuję niedosyt - kiedyś na pewno tam wrócę. 

Abbiamo anche passato qualche ora a Verona. È stata una gita super veloce, ma la città mi è piaciuta tanto e sento che non è stato abbastanza - sicuramente tornerò!




Wracając jeszcze do Mediolanu - znaleźliśmy w nim dwa bardzo fajne parki (no dobra, to bratowa znalazła, ja poszłam za nią, marudząc, że daleko i lepiej iść do parku pod domem ;)). Pierwszy z nich to Parco Monte Stella. To park położony na górce zbudowanej między innymi z ruin budynków zbombardowanych podczas II wojny światowej. Wchodząc na szczyt wzgórza możemy podziwiać panoramę całego Mediolanu. Byliśmy tam dwa razy - w tygodniu spotkaliśmy raptem kilka osób, za to bardzo dużo psiaków (czyli dokładnie tak jak lubię :D), a i w weekend nie było tłumów. Przejdźcie się tam koniecznie, jeśli będziecie w Mediolanie! Drugi park to położony przy San Siro Parco Aldo Aniasi. Spokojnie, zielono, a klimatu nadają emeryci grający w bocce i karty. I psiaki, dużo psiaków :) Następnym razem wybiorę się tam na mojej Strzale, bo brat namówił mnie na zakup roweru. Ale jak na złość - jak nie ma Daisy i mogłabym jeździć do woli, to leje deszcz.

Tornando all'argomento Milano - abbiamo trovato due parchi molto carini (ok, in realtà li ha trovati mia cognata, io l'ho seguita lamentandomi che è troppo lontano e che sarebbe meglio andare al parco sotto casa ;)). Il primo si chiama Parco Monte Stella. È situato su una montagnetta costruita sulle macerie dei bombardamenti della Seconda Guerra Mondiale. Dalla cima si può godere della vista panoramica di tutta Milano. Ci siamo andati due volte - durante la settimana abbiamo incontrato solo qualche persona e tanti cagnolini (cioè esattamente come piace a me ;)), ma anche nel weekend c'è stata poca gente. Se avete in programma di andare a Milano, vi consiglio di passarci. Il secondo parco si trova vicino a San Siro e si chiama Parco Aldo Ansiasi. Un posto tranquillo, verde, in cui il "clima" è creato dai pensionati che giocano a bocce e a carte. E dai cagnolini, tanti cagnolini. La prossima volta ci andrò con la mia "Freccia" visto che mio fratello mi ha convinto a comprare una bici. Però, come se fosse l'universo che vuole farmi un dispetto - quando non c'è Daisy e posso girare in bici senza limite, piove a catinelle.












Drugi tydzień minął mi natomiast na podróży kamperem do Polski. Rodzice - zapaleni kamperowcy, wracając z Hiszpanii, zgarnęli mnie i Daisy. Podróż zajęła nam 4 dni i przyznam szczerze, że chwilowo mam kamperowania po dziurki w nosie :D Dwa dni w Polsce spędzone w rodzinnym gronie na jedzeniu pączków i (tak dla odmiany) pizzy i w niedzielę wróciłam do deszczowego Mediolanu. 


La seconda settimana l'ho passata in viaggio in camper verso la Polonia. I miei genitori - camperisti accaniti - tornando dalla Spagna, hanno dato un passaggio a me e a Daisy. Il viaggio è durato 4 giorni e devo ammettere che di campering per adesso ne ho abbastanza ;) Due giorni passati in Polonia con la famiglia, mangiando bomboloni e (tanto per cambiare) pizza. Domenica sono tornata nella piovosa Milano.





Powspominałam sobie i kończę ten post w nieco lepszym humorze. Zwłaszcza że Spotify właśnie zapodał mi It's Beginning To Look A Lot Like Christmas - Michaela Bublé. Myślicie, że to najwyższy czas, żeby zacząć męczyć jego świąteczną składankę? :)
Miłego tygodnia!

Dopo questi ricordi, finisco il post con l'umore molto più positivo. Specialmente perché Spotify mi ha sorpreso con "It's Beginning To Look A Lot Like Christmas" di Micheal Buble. Secondo voi è arrivato il momento giusto per cominciare ad ascoltare il suo disco natalizio :)? Buona settimana a tutti!

poniedziałek, 15 października 2018

Tygodniowy miszmasz #5

Tygodniowy miszmasz #5
Ciao! Pogoda w Mediolanie nas rozpieszcza, dlatego w dzisiejszym miszmaszu będzie głównie podróżniczo. Uwielbiam jesienne deszczowe popołudnia, kiedy mogę zaszyć się w domu z książką, gorącą herbatą i szydełkiem, jednak grzechem byłoby narzekać na tak piękne słoneczne dni w październiku.


Ciao! Il tempo a Milano è proprio perfetto per stare fuori, quindi, nel miszmasz di oggi si parla principalmente di viaggi. Adoro i pomeriggi autunnali piovosi, in cui posso nascondermi sotto le coperte e leggere un libro, bere del tè caldo o lavorare all' uncinetto, però, non posso proprio lamentarmi di queste bellissime giornate di sole a Ottobre. 


Co nowego na Quembku w tym tygodniu? Wreszcie zmobilizowałam się do pisania postów w dwóch językach. Nie ukrywam, że jest to dość pracochłonne i męczę Waltera, żeby poprawiał moje błędy, ale jestem bardzo zadowolona z tej zmiany. Zwłaszcza że jeden z włoskich portali opublikował artykuł o Quembku i o mojej podróży do Varese! :) Link znajdziecie TUTAJ. A tym co przegapili podsyłam też link do mojej fotorelacji z tej podróży. Zajrzyjcie koniecznie, piękne miejsce.

Che novità ci sono su Quembec questa settimana? Finalmente ho deciso di scrivere in due lingue. Devo dire la verità - è un po’ più impegnativo e tormento Walter per correggere i miei errori, però sono molto contenta di questo cambiamento. Specialmente perché un sito italiano ha pubblicato un articolo su Quembec e sul mio viaggetto a Varase! :) Il link lo trovare QUA. E se vi è sfuggito il mio post su Varese, guardate QUESTO LINK. Vi consiglio di dare una occhiata alle foto, è un posto magico.


Oprócz Varese wybraliśmy się też do małego miasta pod Mediolanem - Abbiategrasso. Tym samym mogę podwójnie wykreślić jeden z punktów na mojej jesiennej bucket list - zwiedzić jakieś nowe miasteczko.

Oltre che a Varese, siamo andati ad Abbiategrasso - una piccola città vicino Milano. Cosi posso aggiungere un altro “checked” sulla mia bucket list autunnale - vedere una nuova città italiana.











Wracając jeszcze do bucket list - wreszcie spróbowałam upragnionego gelato o smaku pomarańczy i migdałów! :) Oj warto było czekać. Do tego jeszcze przepyszna pistacja - ten smak chyba nigdy nie zawodzi! Gdyby ktoś z Was chciał się skusić, to gelateria nazywa się Fuoricono i znajduje się zaraz przy kanałach Navigli. Nie wiem czemu ma tak słabe opinie na Tripadvisor, nam lody bardzo smakowały.

Rimanendo in argomento bucket list - finalmente ho provato il cosi tanto desiderato gelato al gusto d'arancia e mandorla! Ne è valsa la pena aspettare. Ho provato anche il pistacchio - questo gusto non delude mai! Se li volete provare, la gelateria si chiama Fuoricono e si trova vicino a Navigli. Non capisco perché le opinioni su Tripadvisor sono cosi negative - a noi gelati sono piaciuti tantissimo. 






No i niestety w tym tygodniu nie skończyło się na jednej porcji lodów, a moja dieta zrobiła sobie mały urlop. Te pyszności możecie znaleźć w Abbiategrasso:

“Sfortunatamente” non è stata l'unica porzione di gelato di questa settimana e la mia dieta se ne andata in vacanza. Queste delizie le potete trovare ad Abbiategrasso: 


A skoro już w tym tygodniu oszukiwałam, to na całego. Była też pyszna pizza neapolitańska, a do tego sernik z ricotta di bufala, który smakuje jak niebo! Kiedy pisałam post o najlepszych pizzeriach w Mediolanie nie znałam jeszcze I Capatosta. To jedna z naszych ulubionych pizzerii, zwłaszcza że jest nieco tańsza niż Piz, a rezerwując przez aplikację The Fork mamy 20% zniżki. A o tym jak jeść taniej w Mediolanie pisałam TUTAJ.

E visto che mi sono fatta una “cheat week” ho mangiato anche una buonissima pizza napoletana e una cheescake di ricotta di bufala che ha il gusto del cielo. Quando ho scritto un post sulle migliori pizzerie a Milano, non conoscevo ancora I Capatosta. Adesso è una delle nostre pizzerie preferite, specialmente perché costa un po' meno di Piz e prenotando tramite The Fork abbiamo almeno il 20% di sconto. Il mio articolo su come mangiare a Milano in modo più economico lo trovate QUA





Wreszcie mogę napisać też o naszej podróży poślubnej. Lecimy do USA! Nie chciałam wcześniej zapeszać, bo bałam się, że nie dostanę wizy. Okazało się jednak, że martwiłam się zupełnie niepotrzebnie, a rozmowa w konsulacie trwała jakieś 2 minuty. Teraz jeszcze tylko musimy kupić bilety i w grudniu Kalifornia. POLISH GIRL IN USA - widzimy się za dwa miesiące!! Nie mogę się doczekać!!!

Finalmente posso scrivere qualcosa sulla nostra luna di miele. Andiamo negli Stati Uniti! Non volevo dire niente prima perché avevo paura di non ricevere il visto. Ero preoccupata senza motivo e l'intervista è durata circa 2 minuti. Adesso dobbiamo ancora comprare biglietti e a Dicembre California! POLISH GIRL IN USA - ci vediamo tra due mesi! Non vedo l'ora!!!

Na koniec jeszcze fotka nowego szydełkowego misia - Pana Kasztanka. Miłego tygodnia!

Infine una foto del nuovo peluche fatto da me all'ucinetto - Signor Castagna. Buona settimana a tutti!



sobota, 13 października 2018

Varese

Varese
Kiedy są u mnie goście, zdecydowanie łatwiej jest mi zmobilizować się do zwiedzania okolicznych miasteczek. Teoretycznie mogłabym podróżować też sama, ale kiedy mam do wyboru wycieczkę albo weekend w domu z narzeczonym, psiakiem i dobrą książką, to, jak na prawdziwą domatorkę przystało, zawsze wygrywa u mnie opcja numer dwa. Chociaż tyle się ostatnio mówi o wychodzeniu ze strefy komfortu, że chyba w noworocznych planach muszę zawrzeć też trochę samotnych eskapad :) Teraz jednak czekają mnie prawie dwa tygodnie zwiedzania w towarzystwie mojej rodzinki, a pierwszym punktem naszych podróży było Varese. To niesamowite, że mieszkając w Lombardii wystarczy godzina, żeby znaleźć się w nowym, przepięknym miasteczku i zdaje się, że lista takich miejsc nigdy nie ma końca. 

Quando ricevo ospiti, mi è molto più facile smuovermi per andare a visitare città vicine. In teoria potrei anche viaggiare da sola, però, quando devo scegliere tra una gita e un weekend a casa con il mio futuro maritino, cagnolino e un buon libro, scelgo sempre la seconda opzione. Ma, visto che ultimamente si parla tanto di uscire dalla propria comfort zone, nei miei “buoni propositi per l'anno nuovo” devo includere anche qualche gitarella in solitaria.  Adesso però mi aspettano due settimane in cui visiterò l’Italia in compagnia della mia famiglia e come prima tappa abbiamo scelto Varese. È incredibile che, abitando in Lombardia, basti un’ora per trovarsi in una nuova bellissima città e sembra che la lista di questi posti non finisca mai!


Z Mediolanu do Varese można dojechać między innymi pociągiem. My wsiedliśmy na stacji  Milano Porta Garibaldi, bilet kosztował 6,10€, a podróż trwała około 50 minut. Standardowo już pojechaliśmy bez przygotowania, więc zobaczyliśmy jedynie ułamek tego, co Varese ma do zaoferowania, ale i tak miasto to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ja wiem, że podróżując w ten sposób można ominąć wiele świetnych miejsc, ale zdecydowanie bardziej przemawia do mnie błąkanie się po miasteczku, niż chodzenie z mapą i odhaczanie kolejnych punktów na liście. No i mam to szczęście, że zawsze mogę tam wrócić i zobaczyć to, co poprzednim razem przegapiłam.

Da Milano a Varese si può andare in treno. Noi siamo partiti da Milano Porta Garibaldi, un biglietto costa 6,1€ e il viaggio dura circa 50 minuti. Come al solito siamo andati senza prepararci e di conseguenza abbiamo visto solo una piccola parte di ciò che Varese può offrire. In ogni caso, la città mi ha fatto una grande impressione positiva. Lo so che viaggiando in questo modo si possono perdere un sacco di posti bellissimi, però, vagare per la città mi piace molto di più che camminare con il naso sulla mappa. E sono molto fortunata di poter tornare quando voglio e vedere posti che prima mi sono sfuggiti.

Zaraz po wyjściu z pociągu trafiliśmy na torrefazione, czyli palarnię kawy, więc grzechem byłoby nie wejść i nie skusić się na filiżankę espresso.

Usciti dal treno abbiamo subito trovato una torrefazione - sarebbe un peccato non entrare a bere un caffè.



Kawa wypita, można więc ruszyć na spacer po centrum. Jak Ci Włosi to robią, że wszystko jest u nich takie klimatyczne?! Brukowane uliczki, stoisko z pieczonymi kasztanami, zwykły kiosk czy dwóch starszych eleganckich panów, którzy gestykulują i nie możesz oderwać od tego wszystkiego wzroku! Mogłabym siedzieć w barze przy jednej z tych uliczek i patrzeć na przechodniów godzinami. 

Bevuto il caffè, siamo andati a fare una passeggiata in centro città. Come fate voi Italiani che tutto nel vostro paese è cosi magico? Strade acciottolate, bancarelle con caldarroste, una piccola edicola con due signori eleganti che gesticolano e semplicemente non puoi fare altro che guardare! Potrei stare ore in un bar in strada e fissare la gente che passa.  










Prawdziwą perełką Varese są Palazzo i Giardini Estensi. Niepozorne wejście, a później nagle jedno wielkie WOW. Zdjęcia nie oddają nawet w połowie tego, jak piękny jest ten park. Środek października, a poczułam się tam tak, jakbym przeniosła się w sam środek wiosny. Słońce, intensywna zieleń, a do tego świergot ptaków. Coś magicznego!

Il vero tesoro di Varese è il Palazzo Estense con i suoi Giardini. Un’entrata non troppo appariscente e subito dopo un grande WOW! Dalle foto non si può capire neanche la metà di quanto questo parco sia bello. A metà Ottobre mi sentivo nel pieno della primavera - sole, il verde intenso della natura e il canto degli uccellini. Pura magia!








Następnie wybraliśmy się nad jezioro - Lago di Varese. Z centrum do najbliższego brzegu jest jakieś 4-5 km i poszliśmy tam na pieszo, ale spokojnie można dojechać miejskim autobusem (bilet kosztuje 1,40€). Co chyba też polecam, bo po drodze zebraliśmy mały ochrzan od robotników za nieprzestrzeganie zakazów i wejście na zamknięty odcinek drogi :D 

La tappa successiva è stata il Lago di Varese. Dal centro di Varese al lago ci sono circa 4-5 km. Noi abbiamo deciso di andare a piedi, però si può utilizzare tranquillamente il trasporto pubblico (un biglietto costa 1,4€). Che forse è una l'opzione migliore visto che sono stata rimproverata da alcuni lavoratori per non rispettare il divieto d'accesso in una strada chiusa :D




Trafiła nam się świetna pogoda, więc popołudnie spędziliśmy relaksując się na trawie w towarzystwie łabędzi i kaczek :)

Il tempo è stato ideale tanto che abbiamo deciso di passare il pomeriggio a rilassarci sull’erba in compagna di cigni e papere :)







Do Varese wróciliśmy miejskim autobusem, a następnie poszliśmy do centrum napić się wina i Spritz'a. No i oczywiście pogapić się na mieszkańców :)

Come ultima tappa, abbiamo preso un pullman per tornare in centro e fare l’aperitivo - calice di vino, Spritz e, ovviamente, fissare gli abitanti :)






Copyright © 2016 Quembec - lifestyle po włosku , Blogger