poniedziałek, 1 października 2018

Tygodniowy miszmasz #3

Dzień dobry w październiku! Za oknem szaro i pada, ale z gorącą herbatą i ciepłym swetrem taka pogoda mi niestraszna! Zastanawiałam się, czy będę miała o czym pisać w dzisiejszym miszmaszu, bo cały weekend spędziłam w łóżku w towarzystwie 39-stopniowej gorączki, ale ale... przecież w domu też jest fajnie. A jesienią to już najfajniej. 


W zeszłym tygodniu wrzuciłam na bloga post z moją jesienną bucket list, czyli listą drobnych przyjemności, które pozwolą mi korzystać z jesieni na całego. Udało mi się już zrealizować kilka punktów:

Kupić mini dynie dekoracyjne


Uzupełnić kolekcję wrzosów



Udekorować mieszkanie jesiennymi dodatkami - klimatyczne postery, świeczki, ww. wrzosy, dynie, kasztany




Do tego niedzielę spędziłam na czytaniu Harrego Pottera i dzierganiu miśków, więc dwa kolejne punkty in progress. Planowałam co prawda wybrać się też na wycieczkę rowerową i spróbować gelato o smaku pomarańczy i migdałów, ale niestety się nie udało. Jeśli czytaliście mój poprzedni post, to pewnie zastanawiacie się - co ona się tak uparła z tym gelato, zwłaszcza jesienią? I wiecie co? Ja nawet nie jestem jakąś wielką fanką lodów, ale... Niedawno poszliśmy na długi wieczorny spacer przed kolacją. Do domu jeszcze daleko, ja głodna, a w pobliżu nawet jednego baru z czymkolwiek, co nie jest a. białą mąką, b. cukrem. I nagle z lodziarni wychyla się miła pani i proponuje degustację lodów o smaku... uwaga, uwaga - pomarańczy i migdałów. Do tej pory podziwiam się za silną wolę, bo udało mi się odmówić, ale co z tego, jak Walter się skusił, a później przez 5 minut opowiadał mi o tym, jak wyśmienite te lody były. I tak śnią mi się one już od ponad tygodnia i dopóki ich nie spróbuję, nie odzyskam spokoju psychicznego ;)

Próbowałam też realizować pierwszy punkt z bucket list, czyli calusieńki dzień bez internetu. I prawie mi się to udało, ale jak się choruje, to przecież trzeba się trochę powyżalać mamie na messangerze. I babci. I dziadkowi ( tak, tak, moi dziadkowie mają facebooka!). Nie zrozumcie mnie źle, ja kocham Internet i uważam, że mądre z niego korzystanie daje ogromne możliwości rozwoju. Przecież to dzięki Internetowi mogę prowadzić bloga. To dzięki niemu uczę się fotografii, tworzenia rękodzieła, to on pomaga mi w nauce włoskiego. I to on dostarcza całą masę rozrywki - seriale, książki, poznawanie nowych ludzi, kontakt ze znajomymi i rodziną. Tylko że coraz częściej łapię się na tym, że mnóstwo czasu poświęcam na to niemądre korzystanie z Internetu - na przykład na bezmyślne przewijanie facebookowej tablicy, kiedy planowałam robić coś zupełnie innego. Albo czytanie kłótni, które wcale mnie nie interesują, a tylko psują mi humor, bo, kurczę, ludzie w Internecie są strasznie wredni. 

W zeszłym tygodniu brałam też udział w wyzwaniu fotograficznym prowadzonym przez Dominikę z Kobiecej Foto Szkoły. Zabawa była przednia! A pod spodem moje fotki z wyzwania.

Kompozycja - Twoja specjalność


Selfie


Jasne zdjęcie


Rozmyte tło


Obiekt w ruchu


Powoli planujemy też naszą podróż poślubną, ale nie chcę jeszcze pisać szczegółów, bo boję się, że zapeszę. A jestem strasznie podekscytowana tym wyjazdem i bardzo bym chciała, żeby wszystko poszło po naszej myśli. Stay tuned!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Quembec - lifestyle po włosku , Blogger