poniedziałek, 8 października 2018

Tygodniowy miszmasz #4

Buonasera! Jak Wam minął tydzień? Ja skreślałam kolejne punkty z mojej jesiennej bucket list, a teraz czekam z niecierpliwością na gości z Polski - bratową i brata. Brata, który całe życie doprowadzał mnie do szaleństwa, a który teraz, zupełnie nie wiem jak to się stało (!), jest jednym z moich ulubionych gości :D A skoro będą goście, to będzie też duuużo włoskich zdjęć, bo planuję trochę z nimi pozwiedzać. Ale wróćmy do poprzedniego tygodnia. Co tam się działo w quembkowym świecie?


Buonasera! Com’è andata la vostra settimana? Io ho completato alcuni punti della mia bucket list autunnale e adesso aspetto con ansia l’arrivo dei miei ospiti dalla Polonia - mia cognata e mio fratello. Fratello che per tutta la vita mi ha fatto impazzire e che adesso (non so proprio com’è successo!) è uno dei miei ospiti preferiti. E ospiti vuol dire tantissime foto italiane, perché ho in programma di andare un po’ in giro con loro e visitare. Ma adesso torniamo alla settimana scorsa. Che cosa succedeva nel mondo di Quembec?


W piątek wrzuciłam na bloga nowy post - przepis na szybki i przepyszny makaron z cukinią. I chociaż nie szaleję jakoś specjalnie za tym warzywem, to w takim połączeniu jest naprawdę super. Może ktoś z Was się skusił?

Venerdì ho messo sul blog un nuovo post - una ricetta di pasta con zucchine super veloce e super buona. E anche se questa verdura non è di certo la mia preferita, in questa combinazione è davvero buonissima. Forse qualcuno di voi l’ha già provata?


Pogoda idealnie sprzyja zagrzebaniu się pod kocem i szydełkowaniu, czego efektem są dwa jesienne misie z pierwszego zdjęcia - nazwane na cześć tej serii - Misz i Masz ;) A że wielozadaniowość to moje drugie imię, to jednocześnie słuchałam audiobooka - Dwór cierni i róż. I chociaż kiedyś nie lubiłam takiej wersji książek, to teraz jestem w nich totalnie zakochana. Słucham przy dzierganiu, sprzątaniu, podczas jazdy na rowerku stacjonarnym i gdybym nie mieszkała w Mediolanie, to słuchałabym ich pewnie też podczas jazdy na normalnym rowerze, ale życie mi miłe, więc tego nie robię.

Il tempo è proprio perfetto per nascondersi sotto le coperte e lavorare all’uncinetto - i risultati li potete vedere nella prima foto - ecco Mr. Misz e Mrs. Masz - chiamati così come tributo a questa serie di post. E siccome multitasking è il mio secondo nome, allo stesso tempo ascoltavo un audiobook - A Court of Thorns and Roses. Anche se prima non mi piaceva questa versione dei libri, adesso me ne sono davvero innamorata. Li ascolto quando lavoro all’uncinetto, quando pulisco, quando faccio la ciclette, e se non abitassi a Milano, probabilmente li ascolterei anche andando in bici, però visto che ci tengo alla mia vita, non lo faccio.

A pozostając w temacie roweru, w niedzielę wybrałam się na małą wycieczkę po mieście. Było super, ale takiego nawału turystów w centrum od dawna nie widziałam. Jeśli planujecie podróż do Mediolanu, to zdecydowanie polecam to zrobić w ciągu tygodnia. Nie dość że jest dużo spokojniej, to i bilety dużo tańsze.

Rimanendo in argomento bici - domenica ho fatto una piccola gita in città. È stato molto bello però è da tanto che non vedevo così tanti turisti in centro. Se volete visitare Milano, vi consiglio di farlo durante la settimana. Non solo è molto più tranquillo ma anche i biglietti aerei sono più economici.















Niedawno pisałam na mojej grupie facebookowej o tym, że w Mediolanie powstał pierwszy Starbucks. Spotkało się to z dużą krytyką, bo po co we Włoszech takie siuśki zamiast kawy. Ja akurat nie mam ze Starbucksem najmniejszego problemu, bo a. moim zdaniem nie zagraża lokalnym kawiarniom (zwłaszcza, że cappuccino kosztuje tam 4,5€, nie 1,2€ jak w większości barów), b. uważam, że klienci powinni mieć prawo wyboru. Nikt nie zmusza nikogo, żeby do Starbucksa szedł, ale fajnie jest mieć taką możliwość, jeśli mamy na to ochotę. Co prawda jako turystka pewnie nie wybrałabym we Włoszech amerykańskiej kawy, ale jako mieszkanka - już co innego. Dla mnie amerykańskie kawiarnie to miejsca, w których można posiedzieć kilka godzin z książką czy popracować przy komputerze, a włoskie, to takie, gdzie można napić się dobrej kawy :) Kiedyś na pewno pójdę zobaczyć jak Starbucks wygląda w środku i spróbuję waniliowego latte, ale na co dzień będę piła włoskie cappuccino. Jednak wybiorę się tam dopiero wtedy, gdy szał nieco opadnie, bo zobaczcie jak wygląda kolejka.


Qualche tempo fa ho scritto sul mio gruppo Facebook che a Milano hanno aperto il primo Starbucks. C’è stata tantissima critica - perché portare in Italia queste schifezze al posto del caffè? Io personalmente con Starbucks non ho nessun problema, perché: a. secondo me non è una minaccia alle caffetterie locali (specialmente perché un cappuccino costa 4,5€ invece del solito 1,2€), b. Penso che i clienti dovrebbero avere la possibilità di scegliere. Nessuno sforza nessuno ad andare da Starbucks però è bello poterlo fare, se ne abbiamo voglia. Ok, forse come turista non andrei in Italia in una caffetteria americana, ma come abitante è un altro discorso. Per me le caffetterie americane sono dei posti in cui ci si può sedere qualche ora con un libro o lavorare al computer e quelle italiane, invece, dove si può bere un buon caffè. Un giorno sicuramente andrò a vedere com’è questo Starbucks all’interno e berrò un caffè latte con sciroppo alla vaniglia, ma nella vita quotidiana sceglierò un bel cappuccio italiano. Però ci andrò solamente quando la follia si calmerà un po’, perché guardate com’è adesso la coda per entrare.


A tak wygląda Starbucks z zewnątrz:


Na koniec chciałam Wam jeszcze polecić przepiękny film: Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Rzadko kiedy zdarza się, żeby film podobał mi się tak samo jak książka, ale tym razem się nie zawiodłam. Oczywiście przepłakałam prawie całość, ale ja płaczę nawet przy Grey's Anatomy :) A jak obejrzę jakiś film o psach, którym dzieje się krzywda, to depresja murowana. 

Infine vorrei consigliarvi un bellissimo film - Il club del libro e della torta di bucce di patata di Guernsey. Non succede spesso che un film mi piace così tanto come un libro, però questa volta non mi ha decisamente deluso. Ovviamente ho pianto tutto il film, ma io piango anche quando guardo Grey’s Anatomy. Non parlando di film in cui succede qualcosa di brutto ai cagnolini - in questo caso la depressione arriva di sicuro.


P.S. Zobaczcie jaką niespodziankę zrobiła mojemu psiakowi nasza sąsiadka. Jej mąż gra w tenisa, odkładała więc stare piłeczki dla Daisy i w sobotę przed drzwiami czekał na nią taki prezent:

P.S. Guardate che bella sorpresa ha fatto la nostra vicina a Daisy. Suo marito gioca a tennis, così ha messo da parte le sue vecchie palline usate e sabato davanti a porta ci aspettava questo regalo:


P.S.2 A to już moja weekendowa zdobycz - cudowne wydanie "Małych kobietek"

P.S. 2 E questo è il mio regalino di questo weekend - una bellissima edizione di “Piccole donne”.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Quembec - lifestyle po włosku , Blogger